środa, 31 grudnia 2014

:O ^^ ?! wtf?? @% :O ##

Czas STOP! Gdzie Ty tak gnasz?!?

Ciśnienie wzrasta wprost proporcjonalnie do poziomu stresu.

Walizki nie spakowane, ale za to grzecznie czekają aż je zapełnię. Jeszcze się nie pakuje, no bo po co się aż tyle dni wcześniej denerwować i lamentować, że moje walizki nie mają magicznych właściwości jak torebka Hermiony? No po co? Ważne, że jest lista i wg niej będę się pakować i później płakać, że się nie mieszczę.

Zakupy już raczej wszystkie zrobione. Jeszcze tylko odwiedzić aptekę, punkt ksero i jeśli mi się poszczęści to dorwać gdzieś fajne jeansy;p Przejściówkę mam, ale przez swoje nieogarnięcie musiałam kupić ją w normalnym sklepie elektrycznym gdzie zapłaciłam calutkie 25 złotych! (a na allegro można już kupić za 1,65 zł!) Ale nie ma tego złego, bo kupiłam już taką porządną, uniwersalną ( i do USA i do UK i do Włoch itd...) także mogę z nią podróżować po świecie:)

Co do prezentów dla Host Family. Część z was może mnie zrugać, że przesadziłam z prezentami (bo takich opinii już trochę wysłuchałam), ale nic na to nie poradzę, że jak wpadam w cug prezentowy to nie znam umiaru:) Z jednej strony było to trudne zadanie, które przysporzyło mi wiele nerwów (toż to nie takie proste kupić coś  obcym ludziom), ale z drugiej strony miałam z tego niebywałą radochę! A raczej to teraz ją mam, kiedy już wszystko skompletowane, a ja się nie mogę doczekać żeby im je wręczyć i zobaczyć czy się spodobają:) Ale do rzeczy....

Hostowi kupiłam album o małopolsce, czyli regionie z którego pochodzę. Od samego początku wiedziałam, że dla niego chcę książkę, ponieważ w moim odczuciu alkohol to niezbyt trafny wybór ( nie każdy go pije i z pewnością każdy lubi inne smaki). Ponad to o tym, że kupuję ten album zdecydował fakt iż moi hości byli w Polsce, HD ponoć bardzo lubi nasz kraj, ale nigdy nie udało im się być na Południu. Więc może to być niezłe wprowadzenie do następnej wizyty w PL:)




Z HM miałam mały problem. Myślałam o bursztynach (ona pochodzi z Sopotu), ale to też nie każdemu może się podobać. Myślałam o książce kucharskiej z polskimi przepisami, ale po pierwsze kto wie czy już takiej nie dostała od kogoś z Polski, a po drugie gabaryty takich książek mnie przerażały;p Myślałam o fartuchu w łowickie wzory, ale bałam się, że może to źle odebrać (że to niby jest kurą domową haha wiem, wiem za dużo myślę;p). Dlatego stanęło na tomiku wierszy Wisławy Szymborskiej i płycie z nagraniem koncertu Tomasza Stańko.


Ponad to tuż obok mojej miejscowości ma swoją siedzibę dość znana w Polsce pasieka. Pojechałam więc do ich sklepu i kupiłam dwa małe miody , świeczkę z wosku pszczelego i nabierak do miodu.
Teraz tylko się zastanawiam, czy dać HD album, HM tomik i wspólnie wręczyć zestaw z pasieki, czy może po prostu dać im to wszystko wspólnie? Tutaj prośba głownie do dziewczyn, które już są w USA: jak wy wręczałyście prezenty?


Dla małego kupiłam książeczki, malowankę, którą można ścierać i malować tyle razy ile się rzewnie dziecku podoba, drewnianego wężyka z literkami i cyferkami  do układania, zestaw do wycinania zwierzątek + książeczka z zagadkami oraz maskotkę -smoka wawelskiego. Chce jeszcze dokupić zestaw do wycinania i tworzenia masek, który widziałam w papierniczym. Plus zastanawiam się coby tu jeszcze dorzucić;p Niestety słodyczy nie je:/





Dla niani, która na zmianę ze mną będzie się zajmować małym M. mam "wkupny":) kubek w folkowe wzory, do którego nasypię trochę cukierków.


Wrzucam jeszcze zdjęcia walizki, na którą w końcu się zdecydowałam. Była tania jak barszcz (mała) - na allegro 125 zł +przesyłka. Duża już trochę polatała i pojeździła:)


A! Byłabym zapomniała! Wraz z Wiolą, która również leci z Krakowa, również 5.01, również liniami Lufthansa i United Airlines i jest z tej samej agencji tylko, że ma przesiadkę we Frankfurcie (a ja przypominam -w Monachium), kombinujemy żeby jednak lecieć razem:) Próbowałyśmy już się kontaktować z liniami, ale żeby dodzwonić się tam graniczy z cudem. Teraz będziemy próbować kontaktować się z APC. Może nam się poszczęści (chociaż za wielkich szans na to nie ma).

Przy okazji chciałam wam wszystkim życzyć SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! Wspaniałych rodzinek, szybkich perfect matchów i cudownych chwil w USA!


wtorek, 23 grudnia 2014

2 weeks!

A właściwie to zegar na blogu wskazuje: dokładnie13 dni i 30 minut! Ale ten czas leci!

Dzisiaj tak króciutko co u mnie. Oczywiście przygotowania do wyjazdu pełną parą. Walizka nareszcie zakupiona (jeszcze inna niż te które wam prezentowałam we wcześniejszym wpisie, ale najważniejsze, że jest:)). Większość rzeczy również. Zostaje mi jeszcze przejściówka, której ciągle nie mam (f*ck!) i podstawowe lekarstwa. A i prezenty dla hostów, ale je już mam upatrzone. Jak już wszystko skompletuję to oczywiście zaprezentuję tutaj na blogu, może jakieś przyszłe au pair zainspiruję.

W tym tygodniu pożegnałam się z moim ukochanym Krakówkiem...

I górami...

A dzisiaj w trakcie wymieniania maili z Host Mom dowiedziałam się, że planują mi kupić to oto cacko:
NOWY. Tylko dla mnie. Hybryda. Z jednej strony: WOW, ale z drugiej strony boję się czy dam sobie radę z takim całkiem nowiuśkim autem. Jak go gdzieś obije to chyba umrę ze wstydu.

Poza tym zapisali mnie na lekcje pływania. Taka o! niespodzianka. Trzymajcie kciuki, żebym w końcu po 24 latach nauczyła się pływać. To dopiero będzie wyzwanie.

Nie wyobrażam sobie pakowania. Ciągle w głowie analizuję co zabrać, a czego nie. Wiem, że tam rzeczy są ładniejsze(?) i większy wybór. Rozsądek mówi: 2 pary leginsów, jeansy, kilka podkoszulków i bluza, ale serce wrzeszczy: więcej, więcej, więcej! Miałam w planach zrobić generalną próbę pakowania, ale wyszło jak wyszło i teraz tuż przed świętami na pewno tego nie zrobię.

I to by było na tyle;) Korzystając z okazji chciałam wam wszystkim życzyć Wesołych Świąt, pachnących choinką i domowymi pysznościami. Spokoju i zdrowia. Rodzinnej atfosmery (*atmosfery). Ho ho ho!

Ps. pre-departure project leży i kwiczy. Null, zero, nawet nie zaczęłam. O zgrozo!



czwartek, 11 grudnia 2014

25 days!

Jak w tytule - za 25 dni powiem arrivederci! i ahoj przygodo!
Przedwczoraj kurier dostarczył mi wizę i tym samym zyskałam namacalny dowód, że lecę i to się dzieje naprawdę!

Z jednej strony jestem zdezorientowana i przerażona, ale z drugiej szczęśliwa! 
Prawie cały czas myślę o wyjeździe lub robię coś z nim związanego. Przede wszystkim spędzają mi sen z powiek PREZENTY i WALIZKA! Podręczna. Słowo daję, że od 3 tygodni codziennie oglądam walizki, codziennie te same i codziennie zmieniam zdanie, która to mi się bardziej podoba. Torturuję linkami moich znajomych i rodzinę prosząc o radę, a tu jakby wszyscy spiskowali przeciwko mnie - każdy doradza inną. I zdecyduj się tu człowieku;) Możę wy doradzicie?;p 
ta do kompletu (mam taką samą dużą)  czy może:


jeśli mi ktoś nie pomoże to słowo daję - polecę z reklamówką xD

Jeśli chodzi o moją HF to ciągle jesteśmy z host mom w kontakcie. Codziennie dostaję świeżą porcję zdjęć M. na basenie, na placu zabaw, u fryzjera. Ponadto host mom zasypuje mnie linkami miejsc gdzie organizowany jest czas dla dzieci (jakieś tańce, sale zabaw, sale stymulujące rozwój dziecka itp itd). Wszystko to dlatego, że zmieniła się trochę moja sytuacja. Ze względu na liczne choróbska jakie mały M. przynosił do domu ze szkoły, host parents zdecydowali się zabrać go ze szkoły i zatrudnili swoją poprzednią nianię. Mój schedule wiele się nie zmieni. Nadal mam się zajmować M. rano i popołudniami. W środku dnia pałeczkę przejmuje niania, która jak się dowiedziałam jest dla niego jak babcia. HP zdecydowali się na ten krok ponieważ,  są bardzo zapracowani, a mnie ograniczają godziny w umowie (45h tygodniowo). 
Poza tym dzisiaj czekam na zdjęcia z DC, bo moja HF właśnie poleciała w odwiedziny do rodziny;) DC...drugie marzenie zaraz po NY:)

Coż poza tym... Powoli kompletuję kosmetyki, zamówiłam już worki próżniowe na allegro, czaję się na przejściówki do kontaktu i w każdej minucie zastanawiam się CO ZABRAĆ?! Jakieś rady? Chętnie wysłucham;)



piątek, 5 grudnia 2014

Visa approved!

Tak jak w tytule - mam wizę! Strasznie się cieszę, bo póki co to był dla mnie najtrudniejszy etap całej przygody z programem. Ale po kolei..
W poniedziałek, w końcu dotarły do mnie dokumenty z agencji i mogłam się wziąć za wypełnianie wniosku ds-160. Kto go wypełniał to wie przez co przechodziłam. Sto razy zadałam sobie pytanie: "po co mi to wszystko było" i sto razy się zwyzywałam (jak mi coś nie wychodzi bądź coś zawalę to żeby sobie ulżyć opierniczam sama siebie;) wiem, dość dziwne, ale można się do tego przyzwyczaić, no nie Anecia?:)) Pierwsze podejście do wniosku zaowocowało ponad połową gotowego wniosku. Niestety musiałam kończyć, więc zapisałam sobie numer, który mi wygenerował system coby sobie do wniosku usiąść popołudniu i go dokończyć. [ Mała rada - wypełniając wniosek zapisujcie sobie każdy kolejny etap aplikacji, dzięki czemu w każdym momencie będziecie mogli do aplikacji wrócić i zapiszcie sobie właśnie nr wniosku, który znajduje się w prawym górnym rogu.] Niestety, mądra JA źle spisałam numer i musiałam wszyściuteńko od nowa wypełniać. Po wyrwaniu garści włosów z głowy, lawinie wyzwisk pod własnym adresem i niezastąpionej pomocy Gosi i Wioli ( jeszcze raz dziękuję!:)) ukończyłam wypełnianie nieszczęsnego ds-160. Potem przyszła kolej na zapłatę za wizę. Dostałam małpiego rozumu. No żeby nie umieć zrobić przelewu? Najpierw nie mam nr konta (taki młot ze mnie, że nie wiedziałam, iż nr konta to te numerki wypisane koło wielkiego napisu IBAN tylko bez  "PL" :o) później nie ma adresu ("aaa czy ja mogę zrobić przelew bez adresu?!"). Później było tylko gorzej: JAKI NR WPISAĆ jako potwierdzenie przelewu?! Wpisuję nr CGI a tam komunikat, że nie ma takiej wpłaty! Spanikowałam, że moje 160$ (w przeliczeniu na PL - 544 zł) przepadło jak kamień w wodę i będę musiała płacić kolejny raz. Na szczęście znowu z pomocą przyszła Gosia i kryzys został zażegnany. Okazało się, że to faktycznie trzeba było wpisać nr CGI tylko trzeba poczekać, aż pieniądze zostaną zaksięgowane. We wtorek popołudniu udało się! Umówiłam się na spotkanie na najbliższy czwartek (chciałam piątek, ale babcia z ciocią jak zwykle "nie w piątek! W piątki są złe początki!").
W czwartek umówiona byłam na 10:30, ale za radą niezawodnych au pairek pod Konsulatem zjawiłam się wcześniej (przed 9). Miałam ze sobą komitet wsparcia:) I gdyby nie ten komitet pewnie bym się wycofała i wcale do tego Konsulatu nie weszła! No ale stało się... WESZŁAM. Torebkę zostawiłam dziewczynom, ze sobą zabrałam tylko teczkę z dokumentami. Najpierw kontrola jak na lotnisku, później miła Pani sprawdza paszport i potwierdzenie wypełnienia wniosku ds-160 i instruuje gdzie iść dalej. Kolejny etap to Panie w okienkach, którym podajemy paszport i owe potwierdzenie. W przypadku starań o wizę J-1 urzędniczki mają więcej roboty niż przy turystycznej, dlatego musiałam chwilę poczekać, aż wszystko zostało wprowadzone do systemu. Później już tylko odciski palców, numerek i udajemy się do poczekalni gdzie czekamy na naszą kolej. W poczekalni cały stres już minął. W końcu wtedy już nie ma odwrotu i co by się nie działo nic już nie zmienimy. Kiedy na ekranie wyświetlił się numer 24 podeszłam do okienka przy którym siedział pan z miną od samego początku krzyczącą: "Nigdzie Pani nie jedzie!" - serio. Wtedy pomyślałam sobie, że mój wielki american dream zaraz legnie w gruzach. Przez całą rozmowę, która trwała może 2- 3 minuty mina vice-konsula była ciągle taka sama. Co ciekawe cała rozmowa przebiegła w języku polskim! Wydaje mi się, że chciał sobie poćwiczyć. Mogłoby się wydawać, że dla mnie to ułatwienie, ale nic bardziej mylnego! Miałam problem ze zrozumieniem pytań i miałam wrażenie, że i on miał problem ze zrozumieniem mnie. Dwa razy spytał czy znam angielski, dwukrotnie go zapewniłam, że oczywiście TAK, ale nic to nie zmieniło.. ciągle po polsku z grobową miną. Dopiero gdy podpisał ds-2019, zabrał paszport a ja się spytałam czy dostałam wizę uraczył mnie swoim idealnym, śnieżnobiałym uśmiechem i odpowiedzią : "tak, wszystko jest dobrze".
Po spotkaniu dużo dziewczyn pytało się mnie, jakie zadano mi pytania i jakie dokumenty miałam ze sobą.
Oto pytania:
-o jaką wizę się Pani stara
-gdzie Pani poznała tą rodzinę
-czy rozmawiała Pani z nimi (nieee, no po co;p)
-czy Pani studiuje
-co Pani skończyła
-co Pani chce robić po powrocie
-czy ma Pani doświadczenie
-czy gdzieś Pani pracowała
-iloma dziećmi będę się zajmowała
-ile ma lat
-co robią hości
- i czy dostałam broszurkę informacyjną i moich prawach w US
-aaaa i oczywiście na koniec: "wie Pani, że nikt nie może Pani zabrać TEGO (macha moim paszportem)? NIGDY!" (hahahaa miałam ochotę powiedzieć, że właśnie mi go Pan zabiera, ale obawiałam się, że to typ bez poczucia humoru)

Co zabrałam: (ha zabrałam wszystko co się dało)
-paszport (nowy i stary - niedawno wymieniałam)
-dowód osobisty
-ds-2019
-list od agencji
-umowa z rodziną
-potwierdzenie zapłaty za wizę wydrukowane z mojego konta
-potwierdzenie umówienia się na spotkanie
-potwierdzenie wypełnienia wniosku ds-160
-referencje
-międzynarodowe prawo jazdy
-dyplomy ukończenia studiów
-a nawet zdjęcia z dzieciakami!
W rezultacie wymagano ode mnie: ds-2019, potwierdzenie ds-160, paszport, referencje i tyle:)

Kończąc ten dłuuugi post chciałam życzyć powodzenia i cierpliwości dla wszystkich przyszłych au pair starających się wizę.Dużo strachu i stresu, ale niepotrzebnie. Gdyby któraś z was miała jakieś pytania dotyczące wypełniania wniosku, przelewu czy rozmowy w Konsulacie/ Ambasadzie to śmiało piszcie! Pomogę na tyle na ile będę w stanie:)
Ogromne podziękowania lecą do mojego komitetu wsparcia! B. jesteście najlepsze!;)