czwartek, 19 lutego 2015

Jak żyć....?

Miałam ochote napisać tego posta dużo wcześniej, ale postanowiłam poczekać aż ochłonę i dopiero wtedy opisać co i jak. Niestety, ochłonięcie nie wiele pomogło, moje zdanie się nie zmieniło.

Jestem w Północnej Karolinie. Mieszkam jakieś 15 minut od Asheville. Miejsce ładne, urocze, ale za bardzo przypominające mi dom. Mimo wszystko bardziej ciągnie mnie do wielkich budynków, ulic i ogólnie wielkiego świata... W sąsiedztwie mam wiewiórki, a nie metro... Ale ok, nie miejsce a rodzina najważniejsza. Pozostawiam zatem kwestię warunków jakie zastałam po przyjeździe ( w skrócie: nieograniczony syf dosłownie wszędzie).

Rodzina? Host jest w porządku, Hostka na początku w ogóle ze mną nie rozmawiała. Teraz już częściej coś powie, ale są to takie sztuczne wymiany zdań tylko wtedy gdy wokół nas panuje drętwa cisza.

Dzieci... 16 miesięczna dziewczynka R. jest słodziachna i do ogarnięcia bez większych problemów. Za to 3,5 letni D. sprawia nie mało problemów. Na początku nie odstępował mnie na krok, przyklejał się do mnie i mówił, że teraz ma "dwie mamusie", wszystko wokół niego musiałam robić ja. Jednak ta wielka "miłość" do mnie nie hamowała jego agresji - bicie mnie i małej siostry, plucie na nas i wrzaski, były na porządku dziennym. Babcia, która przez pierwsze dwa dni ze mną była tylko kręciła głową. Nic więcej. Po weekendzie zrobiło się jeszcze gorzej. D. już mnie przestał kochać, bo teraz musiałam zajmować się również R. (jak była babcia to przez większość czasu mała z nią siedziała). Teraz jego histerie zdarzają się średnio raz na godzinę... Mało tego nie chce się w nic bawić, interesuje go tylko rzucanie klockami i innymi zabawkami, najczęściej we mnie i w małą R. Moja frustracja sięga zenitu i mam ochotę zostawić te dzieci tak jak są, obrócić się na pięcie, wejść do pokoju, spakować się i uciekać.

Rozmawiałam o jego zachowaniu z Hostami. Przyznali, że D. jest trudnym dzieckiem (serio? nie mogliście wspomnieć o tym wcześniej?). Kazali mi brać w czasie jego napadów, małą do drugiego pokoju i tam przeczekać jego zły nastrój. Tiaa.. bezstresowe wychowanie.

Część osób namawia mnie na drugi rematch, część zdecydowanie doradza powrót do domu. Gdyby USA nie były moim największym marzeniem już dawno siedziałabym wygodnie w fotelu u siebie w domku. Bardzo trudna decyzja. W rematch nie chcę iść, bo mam już dość tułania się po obcych, do domu raczej nie chcę wracać, bo nie wiele jeszcze zobaczyłam, a tutaj zostać też nie chcę, bo D. wykończy mnie psychicznie.

Zatem JAK ŻYĆ....?

Żeby ten post nie był tak smutny muszę wspomnieć o niedzieli. Przyjechała po mnie K. z inną au pair z SC- również K. i spędziłyśmy miło dzień na jedzonku i zakupach. Z polecenia dziewczyn kupiłam co nieco amerykańskich słodyczy (może trochę więcej niż co nieco hahah) i muszę przyznać, że ooo taaak tego mi było trzeba:)
zdecydowanie mój nr. 1! m&m's o smaku masła orzechowego! Dla nich mogłabym tutaj zostać, a jeśli przyjdzie mi wracać do PL to biorę dodatkową walizkę na zapas m&m'sów haha


Do następnego... Nie wiem tylko skąd będę pisała następnego posta... Z NC? Z innego Stanu? A może z Polski?

wtorek, 17 lutego 2015

President's day...

W trzeci poniedziałek lutego przypada w Stanach President's day, czyli dzień prezydenta. Po raz pierwszy jako święto federalne było obchodzone one w 1885 roku.

Dlaczego luty? Na pamiątkę urodzin pierwszego prezydenta USA, nazywanego "ojcem narodu amerykańskiego"- Georga Washingtona. Urodził się on 22 lutego 1732 roku i aż do 1971 roku święto to obchodzone było dokładnie w ten sam dzień. Później święto przeniesiono na trzeci poniedziałek lutego i zaczęto obchodzić jako dzień wszystkich prezydentów Stanów Zjednoczonych.

W President's day zamknięte są szkoły, instytucje rządowe, banki itp. Sklepy oczywiście pozostają otwarte i przy okazji kuszą klientów licznymi wyprzedażami!

Wielu ludzi ma problemy z zapamiętaniem wszystkich amerykańskich prezydentów ( a zresztą po kiego grzyba to komu;p najważniejsze pamiętać G. Washingtona, T. Jeffersona, A. Lincolna, F.D. Roosevelta no i tych bliższych współczesności;p). Baaa... amerykanie często w ogóle nie znają i tych, których wymieniłam. Gdyby ktoś z was był zainteresowany, strasznie się nudził i nie wiedział co ze sobą zrobić to polecam piosenkę napisaną przez 12-letnią uczennicę i jej nauczyciela:)  TUTAJ

Kilka ciekawostek na temat amerykańskich prezydentów? Dlaczego nie...

*Stolica USA oczywiście przyjęła nazwę po pierwszym prezydencie Georgu Washingtonie (wiem wiem zabłysnęłam)
*G. Washingtona można znaleźć na banknocie jednodolarowym i ćwierćdolarówce.
*Najkrócej urząd prezydenta pełnił William Henry Harrison (biedaczyna tak się wczuł, że wygłosił najdłuższą mowę inauguracyjną - 2h, zachorował na zapalenie płuc i zmarł)
*Najwyższym prezydentem USA był Abraham Lincoln, a najniższym James Madison.
*Nazwa pluszowej zabawki w USA -"teddy bear" wzięła się od zdrobnienia imienia Theodora Roosevelta (Teddy).
*Najdłużej urzędującym prezydentem był Franklin D. Roosevelt (zmarł na początku czwartej kadencji).
*Najstarszym wybranym na urząd prezydenta był Ronald Reagan- 69lat, najmłodszym J.F. Kennedy - 43 lata. Choć najmłodszym prezydentem był Theodore Roosevelt - zaprzysiężony po śmierci poprzednika, miał wtedy 42 lata.
*Aż ośmiu prezydentów zmarło podczas sprawowania urzędu.
*Czterech prezydentów zamordowano: A. Lincolna, J.A. Garfielda, W. McKinleya oraz J.F. Kennedy'ego.
*Drugie imię Baracka Obamy to Hussein...
*Dwa razy zdarzyło się, że syn prezydenta USA sam został prezydentem: John Quincy Adams (syn Johna Adamsa) oraz George W. Bush (syn George'a H. Busha)
*Andrew JAckson ( 7prezydent) najważniejsze decyzje państwowe podejmował w ...kuchni;)
*Ronald Reagan był wcześniej aktorem.


Ellen życzy "Happy President's Day!":)

Z przymrużeniem oka:




środa, 11 lutego 2015

Second perfect match.

Udało się, znalazłam rodzinę. Fajerwerków nie ma, ale tragedii też nie. Jaki jest mój 2nd PM? Pisałam o nich w poprzednim poście.

Czteroosobowa rodzina z North Carolina, a dokładniej z Leicester. Dwójka dzieci: 16 miesięczna R. i 3-letni D. Host mom S. jest terapeutką czy coś w ten deseń i głównie pracuje w domu. Host dad B. jest managerem wegańskiej restauracji. Cała rodzina jest wegańska. Tak. Florentyna nie może trafić do normalnej amerykańskiej rodziny, która żyje hamburgerami, stekami i słodkimi ziemniakami. Żyją sobie w ładnym, dużym domku w górach. Będę miała swoją małą przestrzeń w basement: pokój, łazienkę i kuchnię. Brzmi nieźle. Jeśli chodzi o schedule? Zazwyczaj od 1pm do 6pm i weekendy off.

Największy plus i radość z tego PM? Mam tylko godzinę do K.

Jutro o 8.26am mam wylot do nowej rodziny. Przesiadka w Atlancie. Miejsce docelowe - Charlotte.

3majcie kciuki żeby ten match był prawdziwym perfect, bo mnie wszelkie dobre myśli opuściły...

Następny post już z North Carolina.

sobota, 7 lutego 2015

Wieści z placu boju...

Tak! Ciągle jestem w rematchu! Za 6 dni muszę być u nowej host family a ja jej ciągle nie mam! Generalnie to nową rodzinę muszę znaleźć w ten weekend. Na 100%.

Ok, jedną prawie miałam. Wybrałam ją dlatego, że moja Area Director u której mieszkam naciskała, że musze coś wybrać. Niestety /stety(?) rodzina sie rozmyśliła już po podpisaniu papierów, bo... uwaga uwaga: nie czuli, że chce być częścią ich rodziny, ponieważ zadawałam pytania o mój wolny czas i weekendy off. Wychodzi na to, że my au pair z trzeciego świata nie powinnyśmy w ogóle myśleć o naszych dniach wolnych tylko być niewolnicami w domach amerykanów, którzy z wielką łaską będą nas traktować "jak członków rodziny". Przepraszam, ale program au pair to nie tylko opieka nad dziećmi i przynależność do nowej rodziny. Dla mnie to też podróże i poznawanie nowych i interesujących ludzi! I nie czarujmy się... weekend off z host rodziną wcale nie byłby taki off... Więc dobrze się stało...

Co do reszty rodzin... Muszę przyznać, że przemiał mam całkiem niezły. Moja Area Director nadziwić się nie może, że mam tyle rodzin. Ale ja uważam, że to też duża jej zasługa: dzwoni, wysyła maile i na swój sposób stara się mi pomóc. Specjalnie dzisiaj podliczyłam ile ich łącznie było: 9 oficjalnych (tzn na au pair room) i 4 nieoficjalne:)  W ciągu 8 dni. Także zainteresowanie większe niż w Polsce.

Aktualnie na profilu mam dwie rodziny z którymi będę rozmawiać jutro rano. Jedna z New Jersey (4 dzieci: 14,10,10 i 5-o zgrozo i matka Area Director....) a druga z North Carolina [jaaaaajć tylko godzine drogi od Karoliny W.!<3] z dwójką dzieci: 16 miesięcy i 3 latka. Ponad to rozmawiam jeszcze jutro z samotnym ojcem z NY (nie ma się czym jarać bo ponoć straszna dziura), który również ma dwójkę dzieci: 9 i 11.

Generalnie mam swoje złe i dobre momenty. W jednej chwili chce się pakować i wracać w podskokach do domku, żeby po chwili, po kopniakach od innych au pair, mamy oraz moich wspaniałych B. nabrać sił i nie poddawać się jeszcze.

Trzymajcie kciuki! Mocno! Przyda się!

Mam nadzieję, że następny post będzie o mojej nowej Perfect Family:)