wtorek, 14 lipca 2015

White House nie taki white i nie taki wielki.

Wiem, jestem nawet zła sama na siebie! Powinnam posty z mojej wycieczki opublikować już daaaawno. Tym bardziej, że teraz nie opisze ich tak dokładnie jakbym to zrobiła na początku, bo zapewne niektóre fakty mi już umknęły. No nic trudno. Jak to mówią - lepiej późno niż później;D Żeby nie przedłużać: na pierwszy ogień DC, od którego ropzoczęłyśmy naszą przygodę!

Na lotnisko w sobotę rano odwiózł mnie host. W trasie odbyliśmy kilka interesujących dyskusji m.in. na temat mojego życia, oczekiwań ludzi ze średniowiecza (jak to? au pair? ma 25 lat! przygoda? przecież to już czas na zakładanie rodziny a nie przygody!), czy przedłużać program i w końcu najciekawsza: dlaczego piję najgorsze piwo na świecie. O co chodzi? Otóż podczas ostatniej akcji z jaszczurką, gdy mój host dad przeszukiwał pokój w poszukiwaniu stworzenia spędzającego mi sen z powiek znalazł w szafie sześciopak Budwaisera i puste butelki po Heinekenie. Według niego te piwa to nie piwa a woda, więc oficjalnie zabronił mi to pić pod jego dachem.

Kiedy na lotnisku w DC spotkałam J. (moją kompankę podróży, koleżankę ze studiów w Polsce) obie nie mogłyśmy uwierzyć, że jesteśmy w Stanach, a w dodatku razem!
Najpierw szukałyśmy transportu z lotniska do downtown. Nie było to trudne i szybciutko znalazłyśmy się w centrum. Postanowiłyśmy zostawić nasze bagaże w hostelu zanim zaczniemy zwiedzanie. Spałyśmy w DuoHousing w dwunastosobowym pokoju. Nie powiem - hardcore. Manager hostelu przemiły, symaptyczny, rozrywkowy. Od razu zaproponował nam imprezkę wieczorem. Jakżebyśmy mogły odmówić!

Po zostawieniu naszych bagaży ruszyły zwarte i gotowe turystki w teren. Na pierwszy ogień: Biały Dom. Ale po drodze napotkałyśmy oczywiście kilka pomników...




White House? Otóż moi drodzy. On wcale taki "biały" nie jest, bo wg nas podlatywał pod błękit. A po drugie...jest mały! Możecie sobie wyobrazić nasze miny gdy dotarłyśmy do naszego celu (wcale o tym nie wiedząc - stojąc pod Białym Domem i zastanawiając  się, w którą to teraz stronę trzeba iść żeby go znaleść). Jedno wielkie rozczarowanie.






Toż to już większe wrażenie na nas zrobił sąsiadujący z nim Eisenhower Executive Office Building.





Ruszyłyśmy w stronę Washington Monument.




i nie żeby to był mój ulubiony monument....

I dotarłyśmy do National WWII Memorial...
Gdzie jakiś chór z high school fałszował w najlepsze:







  i taki troche lokalny patriotyzm...



I w końcu doatrłyśmy do mojego ulubionego Lincoln Memorial!


Linc nie był przereklamowany i naprawdę był ogromny!


Ruszyłyśmy zobaczyć Pentagon. Najśmieszniejsza rzecz jaką zrobiłyśmy podczas naszej wycieczki. Bo po pierwsze złaziłyśmy się jak głupie nadwyrężając wszystkie mięsnie naszego ciała,  a po drugie nie było warto... Także nawet zdjęć nie ma;D

W drodze powrotnej zahaczyłyśmy o Thomas Jefferson Memorial.





Po powrocie wybrałyśmy się z managerem hostelu i resztą gości do klubu. Była dzika impreza. Nie no żartuję. Wypiłyśmy najgorsze piwo na świecie, pooglądałyśmy naszego managera wywijającego na parkiecie i wróciłyśmy do hostelu. 

Spałam łącznie jakieś 1,5h, bo na sąsiadującym łózku spał obleśny, chrapiący koleś.

Drugiego dnia zmarnowane po poprzednim zwiedzaniu i nieprzespanej nocy, ruszyłyśmy zobaczyć Capitol. Oczywiście co? Kapitol w remoncie.

Przy okazji zobaczyłyśmy Library of Congress...

i Supreme Court of the United States! Na zdjęciach może tak tego nie widać, ale architektura tych budynków robi wrażenie!



Zupełnie przypadkowo natknęłyśmy się na Martin Luther King Jr. Memorial.



W tempie ekspresowym zaliczyłyśmy muzea. 

National Museum of the American Indian:



Smithsonian National Air and Space Museum:




oraz National Museum of American History:







Na sam koniec zostawiłyśmy sobie cmentarz Arlington. Bardzo zależało mi żeby zobaczyć to miejsce, bo ma ogromne znaczenie dla amerykanów, a poza tym to właśnie tam znajduje się grób Johna F. Kennedy'ego na którego punkcie mam lekkie zboczenie >wstydniś< ;D



Grób JFK.

Cytat ze słynnego Inaugural Address Kennedy'ego:

Obok grobu JFK są również  groby jego żony, dzieci, braci oraz ojca.






Miałyśmy to szczęście, że trafiłyśmy akurat na zmianę warty przy grobie nieznanego żołnierza!










Byłyśmy tam dzień przed Memorial Day i mogłyśmy zobaczyć jak wolontariusze przy każdej płycie nagrobkowej wbijają róże.


President William Howard Taft Monument.


Po Arlington wróciłyśmu do hostelu zabrać swoje rzeczy i ruszyłyśmy w dalszą podróż. Gdzie? A no do Nowego Jorku!

Następny wpis (obiecuję, że niebawem!) będzie o przecudownych dniach spędzonych w Big Apple!

Skruszona do granic możliwości F. ;D