poniedziałek, 12 października 2015

Miasto gdzie wszystko się zaczęło.

Nadszedł czas na miasto, które początkowo wydawało mi sie niezwykle fascynujące (oczywiście z punktu widzenia amerykanistki). Miasto, w którym zaczęła się amerykańskość. Ta niepodległa amerykańskość. To tam odbył się Pierwszy Kongres Kontynentalny i ten drugi również, i w końcu to tam podpisano Deklarację Niepdległości. Mowa tutaj oczywiście o Philadelphi.

Wszyscy znają Philadelphię. Jeśli nie kojarzy wam się od strony historycznej to chociażby z filmem "Philadelphia" gdzie Tom Hanks doskonale odegrał rolę chorego na AIDS, piosenką Bruce Springsteena "Streets of Philadelphia" , słynnymi schodami przed Museum of Art, po których przebiegał się Rocky, czy chociażby z serkiem Philadelphia!

No więc oczekiwania po Philly były ogromne. Niestety, jak to czasem bywa były aż zbyt duże. Może to dlatego, że była ona ostatnim przystankiem naszej siedmiodniowej przygody? Niewyspanie? Zmęczenie materiału? Bezgraniczne zakochanie w Nowym Jorku? Może.

Do miasta narodzin Ameryki przybyłyśmy w piątek późnym wieczorem. Wykąpałyśmy się w hostelu (który przy okazji był naprawdę bardzo fajny!), i położyłyśmy się spać coby mieć siłę na zwiedzanie, które czekało nas dnia następnego.

Wyruszyłyśmy tuż po śniadaniu na podbój miasta. Nasz entuzjazm nie był zbyt wielki tak więc nawet nie wiedziałyśmy od czego zacząć, nie miałyśmy konkretnego planu - tylko miejsca, które chcemy zobaczyć. Pierwsze kroki skierowałyśmy do.... Starbucksa. A gdzieżby indziej... Przecież cały nasz wyjazd stołowałyśmy się w Starbusksie. Na panini patrzeć już nie możemy.

Później był Liberty Bell, Independence Hall, Philadelphia City Hall...
















Popołudniu zmęczone, zniechęcone wszystkim po prostu usiadłyśmy w parku, zjadłyśmy "lunch" i ruszyłyśmy powoli w stronę hostelu zabrać nasze bagaże i dalej na autobus, który zabrać miał nas spowrotem do DC skąd miałyśmy samolot powrotny: ja do NC, Jusia do IL.

Podrzucam zdjęcia, może pokwapię się o krótkie historyczne wspominki. Nie, w sumie to mi się nie chce haha przepraszam:) Zresztą nie sądze, żeby to było interesujące dla kogoś kogo historia Stanów w ogóle nie obchodzi:D
















To tyle z miasta, po którym spodziewałyśmy się dużo więcej... Na następny ogień pójdzie Chicago!